blattdorf

05 – Morderstwo Anny Graham

In Teksty, Tłumaczenia, Śmiertelne przeczucie on Lipiec 17, 2011 at 6:58 pm

Autorką nowelizacji jest Animagess, założycielka portalu dla fanów gry Deadly Premonition. Oryginał można znaleźć tutaj.

***

ROZDZIAŁ 05: MORDERSTWO ANNY GRAHAM

CZAS I MIEJSCE: 9:41, Posterunek szeryfa Greenvale

POGODA: Czyste niebo

WRÓŻBA: “Dobry biszkopt bywa niebezpieczny.”

Zamek Woodmana okazał się być nie tym, czego się spodziewałem, Zach, przynajmniej z zewnątrz. W środku jednak naprawdę wygląda w sam raz dla rodziny królewskiej. Zdumiewające panelowanie, bez wątpienia jedno z koronnych osiągnięć architektów, którzy przyłożyli się do powstania Greenvale. Choć z tego, co mi Polly powiedziała, a także z tego, co udało mi się dowiedzieć przed przyjazdem, wiem, że w mieście znajduje się również imponująca wieża zegarowa. Mam nadzieję, że niespodzianki czekające na nas w czasie tej sprawy ograniczą się wyłącznie do krajobrazu, ale masz rację. W najlepszym przypadku są to pobożne życzenia, w najgorszym zapowiedź nieudolnego śledztwa. Lepiej więc będzie, jak skupimy się wyłącznie na faktach.

Zastępczyni Wyatt czyta nam na głos z akt Anny Graham, usadzona na skraju stołu, gdzie siedzi nasza czwórka. Poza mną i zastępczynią jest także szeryf Woodman i jego asystent: Thomas MacLaine, młodzieniec, który powitał mnie ciepło – choć nieśmiało – gdy przestąpiłem przez robiące wrażenie dębowe drzwi tego posterunku. Przez ostatnie dziesięć minut był w ciągłym ruchu, przynosząc dokumenty i robiąc notatki, a także – i to jest najważniejsze – podając tacę najprzepyszniejszych biszkoptów serowych, jakie miałem okazję kiedykolwiek skosztować przez te wszystkie lata pracy jako agent służb federalnych. O rany. Opisać je samymi słowami byłoby wielką niesprawiedliwością.

Zajadałem się w pełnej ekstazie, podczas gdy zastępczyni Wyatt odgarnęła zwisający wolno pukiel włosów koloru słomy i czytała: – Anna Graham, ofiara. Lat osiemnaście. Niedawno, jeszcze tego samego roku, skończyła liceum. Marzyła o tym, żeby się wyprowadzić i zostać modelką, ale do tego czasu pracowała w restauracji A&G Diner tutaj w mieście. Mieszkała z matką, Sallie Graham. Ojciec zginął w wyniku wypadku w tartaku, gdy była dzieckiem.

Zapomnijmy na chwilę o tych fajerwerkach, jakie doświadczały moje kubeczki smakowe, Zach, i spójrzmy na te wszystkie zdjęcia rozłożone na stole. Nietrudno zrozumieć, czemu Anna Graham rozważała karierę modelki; gdyby chodziła do naszego liceum, dziewięćdziesiąt procent uczniów potykałoby się o własne ozory. Ja akurat nie, rzecz jasna. Dziewczyna na zdjęciu zwyczajnie nie wyglądała, jakby pasowała do osiemnastoletniego Yorka. Było coś w tych lśniących, młodzieńczych oczach, co by mnie zaniepokoiło, nawet w takim wieku. Zgadzasz się ze mną, Zach, choć pewnie byś z nią chodził, gdybyś tylko chciał.

Teraz jednak nie ma to znaczenia. Zarówno młody ja, jak i młoda Anna nie żyją, są już przeszłością. Na zdjęciach widać, jak blond włosy Anny opadają falami po jej ramionach i piersiach, a jej pełne usta zawsze są roześmiane. Nie mogę zbyt długo na nią patrzeć, wracam więc do delektowania się swoim jedzeniem.

Zastępczyni Wyatt mówi dalej: – Sallie jest bezrobotna i żyje z ubezpieczenia po wypadku jej męża. To małe miasto, życie tutaj niewiele kosztuje. Z finansowego punktu widzenia Grahamom raczej dobrze się powodzi. Prowadzą w miarę normalne życie, z tego co nam wiadomo.

– Normalne życie to właśnie to, czego ciekawa świata nastolatka nie chce mieć – mamroczę, rozmyślając nad moim papierosem. Tli się, choć nie pamiętam, żebym go zapalił. Czy to twoja sprawka? Gaszę go o pusty talerz, podniosząc uprzednio ostatni biszkopt wolną ręką. Zastępczyni Wyatt z jakiegoś powodu patrzy na mnie nieprzyjemnie. Być może myśli, że nie jestem skupiony, ale na pewno mój ostatni komentarz powinien był rozwiać jej wątpliwości. Uszczknąłem kęsa z trzymanego przeze mnie biszkopta.

– Miastowy, co? – mówi zastępczyni Wyatt, wyraźnie mówiąc to do Thomasa, który stał obok niej. – Nie. Nie, cofam, co powiedziałam. Oni wszyscy nie mogą być równie okropni, co on.

Nie miałem okazji usłyszeć jej wyjaśnienia odnośnie tego tajemniczego komentarza, bo moja buzia ponownie była wypełniona najmiększym, najprzyjemniejszym, najsmakowitszym wyrobem piekarskim, jaki jadłem odkąd… Cóż… Nieczęsto mam okazję zajadać się takimi przysmakami domowej roboty. Pytam Thomasa, gdzie w mieście mogę je dostać, ale odpowiedź jest wstrząsająca: pobladła twarz robi mu się czerwona jak burak, i zaraz się odwraca, jakby mógł w każdej chwili rozpłakać się.

– Eee, no bo ten, widzisz, agencie York, ja… Eee… Ja sam je zrobiłem.

– Mam wysokie wymagania wobec biszkoptów, pragnę zauważyć – mówię, wciąż przeżuwając. – Osiągnąłeś doskonałą równowagę między mlekiem i masłem, a także udało ci się ominąć częstą bolączkę, która nawiedza większość innych biszkoptów serowych. Mianowicie tłuszcz! – pokazuję moją częściowo zjedzoną porcję. – Nigdzie ani śladu. Niesamowite!

– Och! Och, ja… Dziękuję, agencie York. N-nie wiem, co powiedzieć – Thomas jąka się, rumieniąc się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe.

– Agencie York, czy masz jakieś pytania związane z sprawą? – ucięła zastępczyni Wyatt.

Nie mamy żadnych pytań, prawda Zach? Miałem zamiar powiedzieć, że brzmiało to jak typowa historia z gazet i że będziemy musieli udać się gdzie indziej po odpowiedzi, kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Szeryf Woodman, który do tego czasu siedział przy odległym końcu stołu nic nie mówiąc i na patrząc się na nas, wstał, żeby je otworzyć. Był to posterunkowy, przyszedł przekazać wiadomość: w szpitalu Greenvale właśnie zakończono autopsję Anny. Wszyscy są zgodni co do tego, że wydarzyło się to w samą porę i że natychmiast powinniśmy się tam udać.

Szeryf Woodman skinął w moją stronę, dlatego staram się przełknąć szybko ostatni kęs. Jednak jest to dla mnie trudne, Zach. Znasz mnie: jeśli jem coś dobrego, to chciałbym delektować się każdym okruszkiem jak najdłużej.

– Agencie Morgan, jeśli nie masz dalszych pytań, to możesz nam towarzyszyć do szpitala, jeśli chcesz – zagrzmiał George. – Emily, ty również jedziesz. Thomas, zostań i usprzątnij te papiery.

Thomas zasalutował jakby właśnie otrzymał rozkaz najwyższej wagi. – Tak jest! – powiedział bez zająknięcia. Dobrze widzieć tego rodzaju entuzjazm, na każdym szczeblu w każdej pracy. Znam kilku młodych biurokratów w Waszyngtonie, którzy mogliby nauczyć się wielu rzeczy od pana MacLaine’a, w tym i jego fantastycznych zdolności kucharskich.

Nasza trójka udała się na parking. Krótka podróż, ale po drodze Królowi Woodmanowi udało się jeszcze kilka razy zasugerować, że nie jest szczególnie zachwycony moim udziałem w śledztwie dotyczącym morderstwa Anny.

– Pewnie myślisz, że to tylko śledztwo na jakimś zamordziu – mówi do mnie – ale my przeprowadzamy śledztwa sprawnie i dokładnie. Mam więc nadzieję, że nie będziesz nas spowalniał.

– Proszę się nie martwić, szeryfie – mówię optymistycznie, wsiadając do samochodu. – Jeśli chodzi o prowadzenie śledztwa, jestem jak Muhammad Ali. Zwinny jak motyl, groźny niczym pszczoła.

Woodman nic na to nie mówi. Widocznie Król nie jest fanem boksu. Zamiast tego naskakuje: – Agencie Morgan! Nie ma sensu siadać za kierownicą, skoro nie znasz jeszcze drogi po mieście. Niech Emily nas tam zawiezie. Za dużo czasu zajmie tłumaczenie ci, jak tam dojechać.

Zastępczyni Wyatt pojawia się zza pleców szeryfa i krzyżuje ręce. Nie wyglądają na zachwyconych.

– George ma rację, agencie York. Wszyscy dobrze znamy to miasto, więc nikt nie trzyma pod ręką mapy Greenvale. Mogę ci później powiedzieć, jak tam dojechać-

– Ale to przecież doskonała okazja do nauki dla przyjezdnego, czyli dla mnie – mówię rozsądnie. – Przygotowałem się przed przyjazdem i śmiem twierdzić, że mam całkiem dobrą pamięć topograficzną, dlatego jeśli nie będziecie mieli nic przeciwko, uważam, że byłoby dobrym pomysłem, żebym to ja nas tam zawiózł. Najlepiej nauczyć się pływać zaczynając od głębokiej wody, Za- zawsze mówię.

To prawda, to ty zawsze tak mówisz. Nie lubię ukrywać prawdy, ale masz rację, nie powinniśmy ich niepokoić. I tak już wystarczająco są wobec mnie wstrzemięźliwi. W końcu to ja powiedziałem, że powinniśmy podejść do tego na spokojnie…

Ostatecznie poszli mi na rękę i pozwolili mi zasiąść za kółkiem. Szeryf Woodman usiadł obok, choć zachowywał się bardziej jak pasażer na tylnym siedzeniu.

– W porządku, Morgan – burczy pod wąsem. – Zawieź nas szybko na miejsce, ale pilnuj się ograniczenia prędkości. To, że jesteś z miasta, nie znaczy, że możesz jeździć jak szaleniec.

– George, co ty, jesteś jego matką? – mówi Wyatt pół-żartem z tylnego siedzenia. Chyba nie zauważyła, jak się zjeżyliśmy na samą myśl. – On się jeszcze nie zaaklimatyzował. Odpuść mu trochę.

– Potrzebujemy tylko wyników autopsji, do tego się to sprowadza. Gdybym chciał bardziej komplikować dostanie się z punktu A do punktu B, to sam bym się tam udał!

Wtedy też postanowiłem, że będę mówił wszystkim po imieniu. Nie pytaj mnie czemu. Może to przez biszkopty; pełny żołądek zwykle sprawia, że zachowuję się mniej formalnie, nawet jeśli sytuacja o to prosi. Dobry biszkopt to niebezpieczna rzecz, Zach. Postaraj się, żebym o tym nie zapomniał.

- Ale George, ważne jest, żebym osobiście przyjrzał się jej zwłokom. Taki jest sens całej tej wyprawy, prawda? Bo przecież na ciele ofiary mogą znajdować się ślady, które moglibyście przegapić bez informacji z zewnątrz. A jako jedyna osoba spoza miasta, wyjątkowo się do tego nadaję.

George machnął mi przed twarzą ręką, zniecierpliwiony. – Dobra, dobra. Jedźmy już. Nie chcę kazać Ushah na nas czekać, tak jak ty kazałeś czekać nam na siebie.

Opuszczam parking, starając się przestrzegać każdego przepisu, jakiego mogłem sobie przypomnieć. Sterowanie radiowozem, jakkolwiek ledwo ujdzie, tylko przypomina mi o naszym Mustangu, który leżał poobijany niedaleko autostrady, a teraz pewnie spoczywał osamotniony w podrzędnym garażu jakiegos mechanika w Greenvale. To auto podobało się tobie jeszcze bardziej niż mnie, Zach. Musiałem zamówić połowę części, kosztowało mnie to sporą część wypłaty. Warto było, rzecz jasna, ale na razie będziemy musieli sobie poradzić bez niego. Coś mi mówi, że ta misja nie zapewni nam okazji, by zapytać George’a, gdzie umieścił naszą brykę, niezależnie od tego, jak bardzo by nas to emocjonalnie podbudowało.

Emily? Tak, być może ona będzie w stanie nam pomóc. Choć trudno to teraz orzec. Obroniła nas przed monarchą kilka chwil temu, ale to mogła być ulotna iskra z umierającej zapalniczki. Za to Thomas, on zdaje się być po naszej stronie, choć nie da się ukryć, jak bardzo jest służalczy wobec Króla Woodmana… Może on po prostu z natury jest pomocy.

Nie znajdziesz w wielkim mieście takich mężczyzn, jak Thomas, Zach. Znaczy, w pewnym sensie napotykamy ich. Ale wiesz, o co mi chodzi.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.