blattdorf

Jak zostać pisarzem: krok 1

In Ian "Salmon Season" Golding, Something Awful, Teksty, Tłumaczenia on Kwiecień 8, 2010 at 10:38 pm

Niektórym niewiele brakuje, o zgrozo.

Autorem poradnika jest Ian “Salmon Season” Golding, a oryginał można znaleźć tutaj.

***

Pisarstwo. Szlachetna i dobrze opłacana profesja. Gdziekolwiek nie pójdziesz, wszędzie napotkasz aspirujących pisarzy. Czym różni się prawdziwy pisarz od grafomana? Spotkałem mnóstwo pisarzy i, na podstawie ich doświadczeń, przygotowałem niniejsze porady nt.: jak zostać pisarzem z prawdziwego zdarzenia.

Mało atrakcyjne dziewczyny i stare maszyny do pisania mogą być twoje!

A. Mów wszystkim, że jesteś pisarzem. Mów o tym na każdym kroku, każdej napotkanej przez ciebie osobie. W końcu na tym się ten zawód opiera. Wykrzykuj to na ulicy; pisz na ścianach oraz z tyłu na paragonie; przygotuj stos wizytówek z twoim imieniem i nazwiskiem, poniżej słowo „pisarz”, wyryte małą czcionką (tą z maszyn do pisania), i rozdawaj je komu popadnie. Jeśli nie będziesz co kilka zdań przypominał ludziom kim jesteś, to skąd mają się niby o tym dowiedzieć? W dzisiejszym świecie sukces jest najważniejszy, dlatego jeśli chcesz, żeby ktokolwiek cię szanował, musisz im uświadamiać, kim jesteś z zawodu. Wierz mi, że będą ci wdzięczni za przypomnienie. Gdybyś potrzebował nagłej opieki medycznej i ktoś powiedziałby: „Jestem lekarzem”, to nie czułbyś się trochę pewniej? Oczywiście, że tak. Chociaż taka sytuacja jest całkowicie hipotetyczna, albowiem, będąc pisarzem, spędzasz większość życia pomiędzy Empikowskimi półkami, to możesz być pewien, że nieznajomi będą czuli się równie spokojnie wiedząc, że w pobliżu obecny jest mistrz prozy, tudzież poezji. Zapewne wykonujesz ten zawód tylko dlatego, że naprawdę lubisz wszystkim rozpowiadać o swojej personie, z trudem więc może ci przyjść rozprawiać na temat twojej szlachetnej profesji. Cokolwiek by się nie działo, bądź dzielny. Wkrótce wejdzie ci to w nawyk i zdziwisz się, jak bardzo stanie się to nieodzownym elementem twego życia na co dzień. Jeśli masz z tym trudności, spróbuj poprzedzać każdą opinię lub fakt zwrotem „Jako pisarz”. To niesamowite z jaką łatwością można wtrącić ten zwrot do swoich wypowiedzi. Gdy powiesz: „Jako pisarz preferuję ser na moim Whopperze”, pracownicy Burger Kinga dowiedzą się o twoim godnym podziwu intelekcie, a gdy powiesz: „Jako pisarz odbieram zapomogę z opieki społecznej w tweedowej kurtce”, pracownicy opieki społecznej wiedzieć będą komu należy się szacunek. Bardziej zadziorni mogą wykorzystać ten zwrot jako wykrzyknienie, czyniąc poprzedzający komentarz ważniejszym: „Mieszkam z rodzicami ponieważ jestem pisarzem”, czy „Podcinam sobie żyły i nagle przestaję siebie nienawidzić ponieważ jestem pisarzem”.

B. Przeczytaj jakąś książkę i bądź święcie przekonany, że lepszej nie ma. Kup sobie egzemplarz. Albo dwa. Nienawidź wszystkiego, co nie jest twoją książką. Jednak zanim to wszystko zrobisz, musisz wybrać książkę do wielbienia. To skomplikowany proces. Książka ta musi potwierdzać twoją wyższość, ale musi być na tyle nieobraźliwa, żeby nie przyciągnąć uwagi ludzi, którzy znają się na tym lepiej od ciebie. Wybieraj mądrze i pamiętaj, że Biblia i Beowulf to zły pomysł. Jeśli nie chcesz mieć później problemów, wybierz coś, co zostało napisane w okresie po rewolucji przemysłowej i/lub przed rokiem 1955, np.: Atlas zbuntowany, Lolita, Lot nad kukułczym gniazdem, wszystko autorstwa Hemingwaya, Wielki Gatsby, a także Grona Gniewu/Myszy i Ludzie. Istnieją wyjątki, ale wyboru dokonujesz na własne ryzyko. Niektóre znaczące pozycje to: Szklany klosz, wszystko autorstwa Raymonda Carvera, Droga, nawet Infinite Jest. Właściwie to równie dobrze nadawać by się mogła każda książka autorstwa Davida Fostera Wallace’a. Jeśli nadal nie możesz się zdecydować, wybierz jedną z pozycji wymienionych na poniższym tatuażu.

Skoro masz już książkę, dzięki której osiągniesz jakiś status, i którą (być może) przeczytasz, powinieneś teraz zaprzysięgnąć jej wierność. Patrz na książkę i powoli recytuj następujące oświadczenie: „Będę tej książki bronił wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew rozumowi”. Gdy ktoś powie coś złego na twoją książkę, to odbierz to tak, jakby obraził ciebie. Książka jest teraz częścią twojej osoby, więc jeśli ktoś będzie się z niej nabijał, to tak, jakby nabijali się z ciebie lub twojego pieprzyka z tyłu głowy, schowanego pomiędzy włosami. Musisz zrobić wszystko, co w twojej mocy, aby uchronić twoją książkę; napisaną, kiedy nie było cię na świecie; przez kogoś, kto nigdy w życiu nie poznał ani ciebie, ani twojej rodziny, a twojej okolicy na oczy nie widział; ponieważ czujesz, w głębi duszy, że łączy cię z nią jakaś więź. Ty i książka w miękkiej oprawie, którą kupiłeś w antykwariacie za dwa dolary – od teraz jesteście nierozłączni. Twoja dusza i wolny od kwasu pergamin razem tworzą jedno ciało. Jeśli ktoś nie zgadza się z twoją opinią, wiesz, że się mylą. Nie, nie czytałeś ich książki, ale wiesz, że ssie, bo to nie twoja książka. Wystarczy, że wiesz, po przejrzeniu dziesięciu czy ilu tam książek, iż odkryłeś najlepszy przykład arcydzieła literackiego. Innymi słowy, twoja książka to twoje terytorium, a ty jesteś członkiem gangu, tyle że zamiast noża czy kilku serii z uzi, walisz z „nie-słyszę-cię”, zatykasz uszy palcami, a potem umieszczasz kilka pasywnie agresywnych akapitów na swoim blogu.

Ty też możesz tak wyglądać.

C. Naśladuj autora. No dobrze, masz wybitną książkę, ale co to ma wspólnego z twoim pisaniem? Wszystko. Musisz naśladować jego styl pisania i styl fabuły. Także jego styl życia. Wynajdź zdjęcia, przekop książki, prześladuj jego rodzinę i czatuj w pobliżu ich posiadłości, aż w końcu się w niego zamienisz. Jeśli kochał trzyczęściowe garnitury – pora na zakupy. Bo widzisz, odpowiedni ubiór to niezwykle ważna rzecz. Założę się o twoje kupony na żarcie, że kiedy twój ulubiony autor szedł ulicą, ludzie z miejsca wiedzieli, że jest pisarzem. Musisz doświadczyć także tego samego życia, co twój ulubiony autor, aby w pełni go pojąć i skopiować w najdrobniejszym nawet szczególe. Był właścicielem plantacji na Południu? Postaraj się o tanią siłę roboczą. Jeśli twój autor w czasie Pierwszej Wojny Światowej spędził większość swego życia w okopach wpatrzony w dno butelki, to lepiej zostań alkoholikiem i czym prędzej wyruszaj do Verdun, aby dołączyć do ichniej piechoty. Nie wystarczy jednak zwykłe naśladowanie czyjegoś stylu życia. Musisz także postarać się naśladować jego biologiczną dyspozycję. Jeśli facet oślepł z powodu choroby genetycznej, wyciągnij łyżkę i wydłub sobie oko. Dwa razy dziennie pakuj sobie w żyłę insulinę, jeśli był cukrzykiem, bądź heroinę, jeśli był uzależniony. Wszystko da się odtworzyć. Skoro autor najlepszej książki na świecie był, rzecz jasna, najlepszym pisarzem na świecie, naśladując tegoż autora staniesz się, siłą rzeczy, najlepszym pisarzem na świecie, prawda?

D. Zastosowanie. Znasz najlepszą książkę na świecie; akurat się złożyło, że jesteś zupełnie taki, jak najlepszy autor na świecie; i jesteś pisarzem. Ponieważ odkryłeś wielki, tajemny sekret, powinieneś teraz zrobić wszystko, aby świat się o nim dowiedział. Ludzkość w zdecydowanej większości składa się z baranów, musisz więc wpierw otworzyć im oczy. Najlepszym na to sposobem będzie następujący wzór: A(B+C). Ponieważ jesteś pisarzem, pozwól, że ci to wyjaśnię. Musisz poinformować ich o punkcie B i C, równocześnie podpierając swoją wypowiedź punktem A. B i C to sposoby na polepszenie życia, a dzięki A udowodnisz, że jesteś w tym ekspertem. No… chyba nie jest to zbyt zrozumiałe. Sytuacja hipotetyczna: jakiś facet krztusi się kupionym w Subway za pięć dolarów półmetrowym sandwiczem, a w pobliżu jesteś tylko ty. Sadzasz na krześle jego drżące, przybierające niebieski kolor ciało, zdejmujesz z głowy cylinder i mówisz mu, że Fitzgerald postrzegał prawdziwą rozpacz jako przywilej sfer wyższych. Ot i to. Na odchodne dodaj, że jeśli on naprawdę chce cierpieć z powodu niedotlenienia, to powinien przeczytać Czuła jest noc, a potem zamówić Italian BMT czy coś o podobnej wartości.

No i proszę. Dzięki tym radom spełnisz wszystkie swoje marzenia, a ponieważ jestem pisarzem, wiesz, że godzien jestem zaufania.

  1. Piękny artykuł. Już dawno nie czytałam czegoś w takiej nietypowej formie. Myślę, że gdyby ludzie chcieli czytać, nam pisarzom byłoby o wiele łatwiej. Niestety musimy lawirować w dwóch rzeczywistościach: wewnętrznej, idealistycznej, naszej oraz tej irytującej, zewnętrznej osłoniętej kotarą pozoranctwa. W imię spraw wszystkich pisarzy śmiem mieć nikłą nadzieję, że pisarz zostanie dziś pisarzem jak kiedyś i nie będzie zajmował się reklamą, marketingiem itp. zajęciami zabijającymi autentyczne inspiracje i aspiracje. Może by zrobić jakiś bojkot pisarzy, aby nie sprzedawali się za kilka groszy i nie dorabiali, to pisanie może w końcu kiedyś się opłaci? Pozdrawiam serdecznie.

  2. Marketing sam w sobie zły nie jest, tyle że zwykle, gdy mówimy o marketingu, myślimy o nachalnym wciskaniu rzeczy innym ludziom. Skąd ktoś ma wiedzieć, że autor coś napisał, skoro autor nikomu o tym nie mówi? Albo nie może nikomu tego pokazać, bo czeka na łaskę wydawcy? Albo po prostu o autorze nikt nie słyszał?

    Self-publishing jest właśnie marketingiem oddanym w ręce autora – tak, wymaga to poświęcenia trochę czasu i wysiłku na wypromowanie się, na przykład poprzez prowadzenie bloga i wypuszczanie swojej twórczości w świat. Niektórzy autorzy czekają rok, dwa lata na wydanie swojej książki, a tak, jak już napiszą swoje dzieło, to puszczają je z dnia na dzień na wody Internetu i jeśli czytelnicy uznają, że autor jest sensowny, to będą go wspierać.

    Zresztą prowadząc tego bloga też uprawiam pewną formę marketingu vel self-publishingu. Po prostu lubię tłumaczyć, ale gdybym czekał na gwiazdkę z nieba, to nigdy w życiu nie tknąłbym żadnego tekstu. A tak przez dwa lata studiów poświęcałem wolne chwile na szlifowaniu kolejnych tekstów i nabieraniu doświadczenia w tym rzemiośle, publikując kolejne tłumaczenia na moim blogu. Być może zabrzmi to zuchwale, ale wydaje mi się, że przynajmniej wśród tej niewielkiej garstki osób, które tutaj zajrzały, zapadłem w pamięci jako koleś od tłumaczeń dziwnych tekstów. Może.

    Dlatego sugeruję uprawiać marketing w postaci ciągłego wychodzenia do ludzi. Jak nie wyjdzie z wydawcą, to od razu założyć bloga i promować się. Z czasem to zaowocuje.

    Poza tym ja mogę chętnie pomóc zareklamować jakiegoś autora, ale tylko na tej zasadzie, że podoba mi się jego lub jej twórczość.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.